Lords of the Fallen i pierwszy gameplay – jest całkiem nieźle

Wreszcie CI Games pokazało właściwy gameplay z Lords of the Fallen. I w zasadzie jest to ten fragment, o którym dawno temu opowiadał Tomasz Gop, pamiętam, że wówczas bardzo chciałem zobaczyć go w akcji. Dzisiaj zobaczyłem i pomimo tego, że inaczej wyobrażałem sobie ten fragment (jako bardziej wymagający i „zaawansowany”, Tomek potrafił ciekawie go opowiedzieć), to i tak zostałem pozytywnie zaskoczony.

Moje obawy co do kolejnych produkcji CI Games zaczęły narastać po premierze Snipera 2 – pierwsza część rozstrajała moje nerwy na każdym kroku, chyba pięć razy odstawiałem grę na bok z mocnym postanowieniem, że więcej do tego czegoś nie wrócę, ale liczyłem, że dwójka naprawi i zmieni wszystko. I niestety trochę się zawiodłem, głównie z uwagi na totalną liniowość i prowadzenie gracza za rączkę. Gra po prostu myślała za mnie, wydawała mi polecenia, a ja niczym tępy zombie na łańcuchu wykonywałem polecenia. Przynajmniej tak było przez pierwszych kilka godzin, całej gry nie ukończyłem. I nie mogłem tego przeboleć, bo generalnie jestem wielbicielem zarówno gatunku stealth jak i broni snajperskiej w grach, używam jej w każdej produkcji, która mi na to pozwala. Jest tyle pomysłów na Snipera: GW, nawet moja głowa pulsuje od ich nadmiaru, ale niestety twórcy wolą mocno się ograniczać.
Pierwszy trailer Enemy Front w moich oczach okazał się zwykłą strzelanką, bez jakiegoś konkretnego celu (jednak w dalszym ciągu wiążę nadzieje z tą produkcją). Alien Rage dołożył swoją cegiełkę do niechlubnej opinii na temat gier od CI Games. I stąd pojawiły się moje mocne obawy o przyszłość Lords of the Fallen. I zaczynam myśleć, że niesłusznie.

Siedmiominutowy gameplay pozwolił wyrobić mi sobie pierwsze zdanie na temat gry. Zostałem pozytywnie zaskoczony kilkoma elementami. Przede wszystkim poziom graficzny jest wysoki. Drażnią mnie wypowiedzi niektórych malkontentów, że wizualnie gra dupy nie urywa. Zapewnie dzieci siedzą w domu na swoich modemach i oglądają filmik w rozdziałce 240p, a później nawijają o przeciętnej grafice. Światłocienie są zajebiście ogarnięte, światło wpadające przez kraty czy okna bardzo fajnie oświetla postacie i otoczenie. Modele postaci zostały fajnie zaprojektowane a level design w niczym im nie ustępuje. Sama kolorystyka przypadła mi do gustu.
Kolejna rzecz warta wspomnienia to animacje postaci – bardzo płynne i dosyć naturalne w porównaniu do innych gier. Cholernie spodobały mi się doskoki głównego bohatera z młotem w ręku (podczas walki z bossem) – często są to albo typowe skoki do góry, albo wślizgi, natomiast w tym przypadku jest to fajny, naturalny doskok, w którym prawa noga leci do góry, lewa pozostaje nieco w tyle, a bohater trzymając młot w jednej bądź dwóch rękach (w zależności czy trzyma również tarczę) uderza. Niby szczegół, ale niezbyt często używany, więc moje oko ucieszył. Sam końcowy boss również pokazał klasę, wirujące piruetowe kombo wyglądało naprawdę efekciarsko. Cieszy również fakt, że gra będzie posiadała w miarę ciekawą fabułę, zawsze na to zwracam uwagę, choć wiadomo, że główną rolę ma tutaj odegrać walka i związana z nią taktyka.

Gdy opublikowano pierwszy zwiastun (cinematic) LotF, jedna rzecz mi trochę nie dawała spokoju, mianowicie barczyste postacie. Mamy tu do czynienia ze stylem przypominającym Gears of War, postacie są wielkie, potężnie „zbudowane”. Całe szczęście w gameplayu wygląda to absolutnie fajnie, zdecydowanie wolę takie charaktery, niż japońskie chude elfy w „leginsowych” zbrojach. Zresztą „swojskie chopy” dobrze pasują do tego cięższego klimatu.

Na koniec wspomnę o dwóch rzeczach, które mnie nie tyle zmartwiły, co zastanowiły. Przede wszystkim poziom trudności, który wydał się niezwykle łatwy. Oczywiście trzeba tutaj wziąć pod uwagę, że Tomek Gop ogrywał ten fragment wiele razy, ale być może na potrzeby prezentacji również nieco ten poziom obniżono (aby nagrany gameplay był płynny). Druga rzecz, poniekąd powiązana z pierwszą, to mozolność niektórych przeciwników. Choćby już pierwszy napotkany oponent, niby szybko machał mieczem, ale wcale nie było trudno zajść go od tyłu, a w momencie, gdy Tomek znalazł się za jego plecami, ten stał jak kołek i czekał na krytyczny „kopniak w dupę” (zamiast się szybko odwrócić czy odejść/odskoczyć). Mam nadzieję, że reakcja wrogów zostanie dopieszczona.

Lords of the Fallen porównywany jest przede wszystkim do Dark Souls. Mnie osobiście DS nie przekonał do siebie, ale być może dam mu szansę. Natomiast aktualnie mocno zaciekawił mnie LotF, wydaje się być deczko inny i chętnie sprawdzę go w praniu.

  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus
  • Pinterest